Dni do upragnionego urlopy dłużyły się niesamowicie, a zwłaszcza gdy trzeba było zacząć się szykować i pozałatwiać wszystkie ważne sprawy w Ameryce, by móc ze spokojną głową oddać się w całości wypoczynkowi. Cały zespół prężnie wraz ze swoim managerem ułożyli nowy harmonogram, plan trasy, sesji oraz wywiadów, które miały się odbyć niedługo po krótkim wypoczynku w Niemczech. Wakacje te miały bowiem zregenerować ich siły do maksimum by z pompom wydać nowy krążek zespołu oraz zrobić nowe show wokół nich.
Bracia Kaulitz od rana siedzieli w swoim studio nagraniowym, które znajdowało się na obrzeżach Los Angeles. Ta środa była wyjątkowo luźna. David dał im trochę czasu i swobody do pozałatwiania własnych, prywatnych spraw. Obydwaj bracia siedzieli przed dużym panelem na ścianie, w który wmontowany był płaski, nie małych rozmiarów monitor. Na długiej, małej półce tuż pod nim znajdowało się całe urządzenie do niego, klawiatura bezprzewodowa, mysz, głośniki i inne bajery potrzebne w studio nagraniowym. Jeden jak i drugi wpatrzony był w dwie sylwetki na monitorze. Od kilku minut bowiem rozmawiali ze swoją mamą Simone i ojczymem na Skype.
- To powiecie nam co to za niespodzianka? - spytała w końcu zniecierpliwiona Simone przyglądając się co chwilę to jednemu, a to drugiemu synowi.
Bracia spojrzeli na siebie z szerokimi uśmiechami na twarzy po czym swoje czekoladowe spojrzenia ulokowali na monitorze.
- Przyjeżdżamy do domu. - odparł radośnie młodszy bliźniak, Bill. - Co prawda nie na długo, ale zawsze to coś.
- O matko, naprawdę?! -krzyknęła zaskoczona rodzicielka. - Nareszcie wyściskam moich chłopców! - dodała radośnie spoglądając w stronę męża, a uśmiech z jej kobiecej twarzy nie znikał ani na chwilę. - Upiekę ciasto wasze ulubione, a nawet dwa... Gordon trzeba zapełnić lodówkę!
Bracia słysząc słowa mamy zaśmiali się serdecznie. Doskonale wiedzieli, ze to najlepsza niespodzianka oraz prezent w jednym jaki mogli sprezentować Simone. Od zawsze byli jej oczkiem w głowie, ukochanymi synami, za którymi wskoczyłaby nawet w ogień. Choć tak bardzo się różnili charakterem i wyglądem dla niej mieli jedno, takie samo miejsce w sercu. Kochała ich jedną, matczyną miłością Bill zawsze był tym poukładanym, grzecznym synem, za którego przykładem powinien iść Tom. Przykładny uczeń przynoszący do domu zadowalające stopnie i pochwały. Pomagający mamie, dbający o porządek w domu, troszczący się o innych. Czuły, pomocny, bezinteresowny. Co najważniejsze zawsze odpowiedzialny. Tom znacznie różnił się od młodszego brata. Był zupełnym przeciwieństwem. Nie dbał o porządek wokół siebie, a zwłaszcza w swoim pokoju gdzie rzeczy walały się po podłodze. Nauka nie szła mu łatwo, nigdy nie był przykładnym, piątkowym uczniem. Trójka była u niego najwyższą oceną. Często dostawał nagany za wszczynanie bójek, spóźnianie się na lekcje i obrażanie nauczycieli. Nigdy nie był odpowiedzialny i nie lubił ponosić odpowiedzialności za innych. Winę za każdym razem zwalał na młodszego brata Billa. Był duszą towarzystwa, i nie koniecznie tego dobrego... Od zawsze miał tendencje do pakowania się w kłopoty. Nigdy nie traktował ludzi poważnie, lubił sobie stroić z innych żarty, a dziewczyny traktował przedmiotowo. Pomagał mamie z przymusu i tylko wtedy gdy się o jego pomoc upominała. Nie okazywał uczuć, a pomagał innym tylko wtedy gdy widział w tym korzyść dla siebie samego.
Przez te wszystkie lata nie wiele się zmieniło. W dalszym ciągu byli tymi samymi osobami z tym samym charakterem. Tyle, że Tom nauczył się szacunku dla własnej rodziny i bronił jej niczym lew.
- To kiedy przylatujecie? - do rozmowy wtrącił się ojczym bliźniaków, Gordon Trumper.
- W niedzielę. O 13:45 mamy samolot. - odpowiedział gitarzysta zgodnie z prawdą.
- Nie powiesz im? - spytał młodszy bliźniak spoglądając ze zdziwieniem na brata. Jego ton głosu był nieco cichszy jednak Simone i Gordon doskonale wszystko słyszeli.
- Co ma nam powiedzieć Tom? - spytała zaciekawiona Simone wpatrując się w starszego syna.
Tom milczał jak zaklęty. Zupełnie nie wiedział jak powiedzieć mamie o tym, iż nie przyleci do domu sam. Nigdy nie przedstawiał jakiejkolwiek dziewczyny swojej mamie. A bynajmniej nie taką, która odgrywała ważną rolę w jego życiu.
- Tom przyleci z dziewczyną. - wyklepał szybko Bill przewracając teatralnie oczami. Natomiast Tom słysząc słowa brata przywalił mu z kuksańca w ramię patrząc na niego wzrokiem, który mógłby zabić gdyby tylko umiał.
- Z przyjaciółką, nie dziewczyną. - poprawił szybko.
Bracia Kaulitz od rana siedzieli w swoim studio nagraniowym, które znajdowało się na obrzeżach Los Angeles. Ta środa była wyjątkowo luźna. David dał im trochę czasu i swobody do pozałatwiania własnych, prywatnych spraw. Obydwaj bracia siedzieli przed dużym panelem na ścianie, w który wmontowany był płaski, nie małych rozmiarów monitor. Na długiej, małej półce tuż pod nim znajdowało się całe urządzenie do niego, klawiatura bezprzewodowa, mysz, głośniki i inne bajery potrzebne w studio nagraniowym. Jeden jak i drugi wpatrzony był w dwie sylwetki na monitorze. Od kilku minut bowiem rozmawiali ze swoją mamą Simone i ojczymem na Skype.
- To powiecie nam co to za niespodzianka? - spytała w końcu zniecierpliwiona Simone przyglądając się co chwilę to jednemu, a to drugiemu synowi.
Bracia spojrzeli na siebie z szerokimi uśmiechami na twarzy po czym swoje czekoladowe spojrzenia ulokowali na monitorze.
- Przyjeżdżamy do domu. - odparł radośnie młodszy bliźniak, Bill. - Co prawda nie na długo, ale zawsze to coś.
- O matko, naprawdę?! -krzyknęła zaskoczona rodzicielka. - Nareszcie wyściskam moich chłopców! - dodała radośnie spoglądając w stronę męża, a uśmiech z jej kobiecej twarzy nie znikał ani na chwilę. - Upiekę ciasto wasze ulubione, a nawet dwa... Gordon trzeba zapełnić lodówkę!
Bracia słysząc słowa mamy zaśmiali się serdecznie. Doskonale wiedzieli, ze to najlepsza niespodzianka oraz prezent w jednym jaki mogli sprezentować Simone. Od zawsze byli jej oczkiem w głowie, ukochanymi synami, za którymi wskoczyłaby nawet w ogień. Choć tak bardzo się różnili charakterem i wyglądem dla niej mieli jedno, takie samo miejsce w sercu. Kochała ich jedną, matczyną miłością Bill zawsze był tym poukładanym, grzecznym synem, za którego przykładem powinien iść Tom. Przykładny uczeń przynoszący do domu zadowalające stopnie i pochwały. Pomagający mamie, dbający o porządek w domu, troszczący się o innych. Czuły, pomocny, bezinteresowny. Co najważniejsze zawsze odpowiedzialny. Tom znacznie różnił się od młodszego brata. Był zupełnym przeciwieństwem. Nie dbał o porządek wokół siebie, a zwłaszcza w swoim pokoju gdzie rzeczy walały się po podłodze. Nauka nie szła mu łatwo, nigdy nie był przykładnym, piątkowym uczniem. Trójka była u niego najwyższą oceną. Często dostawał nagany za wszczynanie bójek, spóźnianie się na lekcje i obrażanie nauczycieli. Nigdy nie był odpowiedzialny i nie lubił ponosić odpowiedzialności za innych. Winę za każdym razem zwalał na młodszego brata Billa. Był duszą towarzystwa, i nie koniecznie tego dobrego... Od zawsze miał tendencje do pakowania się w kłopoty. Nigdy nie traktował ludzi poważnie, lubił sobie stroić z innych żarty, a dziewczyny traktował przedmiotowo. Pomagał mamie z przymusu i tylko wtedy gdy się o jego pomoc upominała. Nie okazywał uczuć, a pomagał innym tylko wtedy gdy widział w tym korzyść dla siebie samego.
Przez te wszystkie lata nie wiele się zmieniło. W dalszym ciągu byli tymi samymi osobami z tym samym charakterem. Tyle, że Tom nauczył się szacunku dla własnej rodziny i bronił jej niczym lew.
- To kiedy przylatujecie? - do rozmowy wtrącił się ojczym bliźniaków, Gordon Trumper.
- W niedzielę. O 13:45 mamy samolot. - odpowiedział gitarzysta zgodnie z prawdą.
- Nie powiesz im? - spytał młodszy bliźniak spoglądając ze zdziwieniem na brata. Jego ton głosu był nieco cichszy jednak Simone i Gordon doskonale wszystko słyszeli.
- Co ma nam powiedzieć Tom? - spytała zaciekawiona Simone wpatrując się w starszego syna.
Tom milczał jak zaklęty. Zupełnie nie wiedział jak powiedzieć mamie o tym, iż nie przyleci do domu sam. Nigdy nie przedstawiał jakiejkolwiek dziewczyny swojej mamie. A bynajmniej nie taką, która odgrywała ważną rolę w jego życiu.
- Tom przyleci z dziewczyną. - wyklepał szybko Bill przewracając teatralnie oczami. Natomiast Tom słysząc słowa brata przywalił mu z kuksańca w ramię patrząc na niego wzrokiem, który mógłby zabić gdyby tylko umiał.
- Z przyjaciółką, nie dziewczyną. - poprawił szybko.
- To wspaniale! Przyjmiemy ją z otwartymi ramionami... - odparła uradowana. - Nasz dom stoi dla niej otworem.
s o b o t a, d z i e ń p r z e d w y j a z d e m
- A co zrobisz z Rią? - spytał zaniepokojony frontman zespołu. Obydwaj bracia siedzieli w przestronnym salonie w posiadłości młodszego z nich. Pomieszczenie to miało specyficzny klimat gdyż cały dom został osobiście urządzony przez Billa. - W końcu się dowie o naszym urlopie i będzie chciała się z Tobą skontaktować.
- Niby skąd to możesz wiedzieć? - gitarzysta przechylił naczynie wypełnione do połowy Coca-colą i opróżnił je kilkoma dużymi haustami.
- Jestem tego pewien. - odparł hardo młodszy bliźniak. - Ty też to wiesz, znasz ją lepiej niż ktokolwiek inny.
- Zerwałem tą znajomość lata temu. Dlaczego miałaby szukać kontaktu ze mną po takim czasie? - wyjaśnił łagodnym tonem głosu wpatrując się to w pustą szklankę, to w sylwetkę brata. -Upokorzyłem ją, Bill. Wyśmiałem, a później sponiewierałem, tak jak jej się to należało. - urwał, dodając po chwili: - Wątpię żeby próbowała pojawić się w moim życiu z powrotem.
- Fakt, potraktowałeś ją gorzej niż szmatę. Do tej pory nawet nie wiem dlaczego... - tu spojrzał na Toma z ciekawością wymalowaną na twarzy.
- Dawne dzieje, nie warte rozdrapywania starych ran. - Tom jak najszybciej chciał wyplątać się z tej rozmowy. Nigdy nie lubił rozmawiać o przeszłości z Rią. Za wszelką cenę usiłował wymazać ją z pamięci, a po wyjeździe z Niemiec udało mu się to. Zatuszował przeszłość, udając, że nic się nie stało... Skreślił ją ze swojego życia jeszcze tej nocy gdy dowiedział się o jej intrygach i zdradach. Zawsze wydawała mu się podejrzana, chytra, egoistyczna i zdolna do wszystkiego. To były cechy, które pociągały go w niej cholernie. Jednak dokładnie te same cechy charakteru dziewczyny doprowadziły go do niemal samozniszczenia własnej osoby i doprowadzenia do ruin zespołu. Gitarzysta musiał się sporo namęczyć i po wysilać psychicznie aby intrygi dziewczyny nie wyszły na światło dzienne.
- Niby skąd to możesz wiedzieć? - gitarzysta przechylił naczynie wypełnione do połowy Coca-colą i opróżnił je kilkoma dużymi haustami.
- Jestem tego pewien. - odparł hardo młodszy bliźniak. - Ty też to wiesz, znasz ją lepiej niż ktokolwiek inny.
- Zerwałem tą znajomość lata temu. Dlaczego miałaby szukać kontaktu ze mną po takim czasie? - wyjaśnił łagodnym tonem głosu wpatrując się to w pustą szklankę, to w sylwetkę brata. -Upokorzyłem ją, Bill. Wyśmiałem, a później sponiewierałem, tak jak jej się to należało. - urwał, dodając po chwili: - Wątpię żeby próbowała pojawić się w moim życiu z powrotem.
- Fakt, potraktowałeś ją gorzej niż szmatę. Do tej pory nawet nie wiem dlaczego... - tu spojrzał na Toma z ciekawością wymalowaną na twarzy.
- Dawne dzieje, nie warte rozdrapywania starych ran. - Tom jak najszybciej chciał wyplątać się z tej rozmowy. Nigdy nie lubił rozmawiać o przeszłości z Rią. Za wszelką cenę usiłował wymazać ją z pamięci, a po wyjeździe z Niemiec udało mu się to. Zatuszował przeszłość, udając, że nic się nie stało... Skreślił ją ze swojego życia jeszcze tej nocy gdy dowiedział się o jej intrygach i zdradach. Zawsze wydawała mu się podejrzana, chytra, egoistyczna i zdolna do wszystkiego. To były cechy, które pociągały go w niej cholernie. Jednak dokładnie te same cechy charakteru dziewczyny doprowadziły go do niemal samozniszczenia własnej osoby i doprowadzenia do ruin zespołu. Gitarzysta musiał się sporo namęczyć i po wysilać psychicznie aby intrygi dziewczyny nie wyszły na światło dzienne.
*
Yasmine od dobrego kwadransa stała nad łóżkiem gdzie leżała duża podróżna walizka, do której dzisiejszego wieczoru miała zamiar się spakować. Kilka par spodni, leginsów, parę sweterków, koszulki i koszulę, bielizna, kosmetyki i buty. Niby nie tak wiele, a trudno pomieścić. Gdy wszystko zostało dokładnie poskładane i ułożone w walizce niebieskooka wspięła się i usiadła na niej po czym zaczęła mocować się z zamkiem błyskawicznym. Gdy w końcu udało jej się zapiąć bagaż uśmiechnęła się zadowolona i skierowała się w stronę stolika nocnego gdzie dawał o sobie znać telefon. Nie patrząc na wyświetlacz odebrała połączenie i przyłożyła iPhone'a do ucha.
- Tak, słucham?
- Spakowana czy mam przyjechać i Ci pomóc? - po drugiej stronie usłyszała doskonale znany jej głos muzyka. Uśmiechnęła się mimowolnie i usiadła na brzegu łóżka wdając się w konwersację z najlepszym przyjacielem.
- Własnie skończyłam się pakować, a Ty jak sobie radzisz, Tom?
- U mnie tak szybko to nie pójdzie... - zaśmiał się do telefonu. - Kupę rzeczy powywalałem z szafy, a walizka nadal stoi pusta... - dodał uspakajając swój jakże przyjemny dla kobiecego ucha śmiech.
- Rany Tom, kiedy masz zamiar się spakować? Rano na pewno nie zdążysz znając Ciebie...
- To może... zechcesz mi pomóc i przyjedziesz dzisiaj... do mnie? - odparł nieco cichszym tonem głosu i przeciągając co poniektóre słówka. Na twarzy gitarzysty pojawił się chytry, charakterystyczny dla niego uśmieszek po czym wysunął język i przejechał nim po dolnej wardze zwilżając ją nieco śliną.
- Haha, nie ma mowy Panie Kaulitz. - jasnowłosa zaśmiała się. - Wtedy tym bardziej się nie spakujesz... No już idź zapełnić walizkę!
- A już myślałem, ze dasz się namówić na nocowanie u mnie, Yas.
- Nocowanie to mają dzieci, Tom. - dziewczyna odparła żartobliwie, na co mężczyzna zaśmiał się.
- Jutro przyjadę po Ciebie do południa, a teraz idę walczyć z bagażem, dobranoc mała.
- Powodzenia i do jutra, Tom.
Rozłączyła się po czym odłożyła telefon z powrotem tuż obok małej lampki nocnej. Rozejrzała się po pokoju upewniając się tym samym czy aby na pewno spakowała wszystko. Na krześle niedaleko szafy leżały przygotowane ubrania na jutrzejszą podróż. Postawiła na wygodę. Z resztą każdy w tym wypadku by tak zrobił. Yasmine uśmiechnęła się sama do siebie. Kto by się spodziewał, że odwiedzi strony, w których wychował się Tom. Pozna jego bliskich, dom, w którym dorastał... Po raz kolejny muzyk udowodnił jej jak bardzo jej ufa.
Jak widać zostały dodane zakładki. Śmiało zaglądajcie do nich. Zapoznawajcie się z bohaterami tego opowiadania! ;-) Rozdział napisany i dodany szybciej niż bym się tego spodziewała, hah. No nic... Życzę udanego niedzielnego wieczoru!
Pozdrawiam,